Szukaj w tym blogu..

5 września 2015

WYWIAD - Natasza Socha, autorka powieści "Rosół z kury domowej"

Natasza Socha „Rosół z kury domowej” -wywiad


  1. Kiedyś chciała być Pani lekarzem, a została pisarzem. Czy Pani kariera może jeszcze ewoluować w innym kierunku, czy teraz czuje się Pani spełniona?

Lekarzem już na pewno nie zostanę, ale mam słabość do białych fartuchów i zawsze widzę w nich bohaterów, choć dobrze wiemy, że różnie z tym bywa . Ja jednak skupię się na pisaniu, bo chociaż z wykształcenia jestem politologiem, to moja wiedza w tym temacie jest jeszcze mniejsza, niż medyczna. W tej sytuacji pozostaje mi tylko wykorzystanie własnej fantazji i przekucie jej w kolejne książki.

  1. Czy jest Pani rozpoznawalna w swoim miejscu zamieszkania?

Tak, jako mama Filipa i Olgi. ;-) Mieszkam na małej, niemieckiej wsi, niektórzy oczywiście wiedzą, że piszę książki, ale raczej nie mają takiego zacięcia, żeby je próbować czytać w moim rodzimym języku. Być może niebawem coś się zmieni, ale na razie za wcześnie, żeby podać jakieś konkrety. Ale jako mama jestem znana. Jak każda inna mama zresztą ;-).

  1. Jak wygląda Pani warsztat pisarski? Czy na pisanie poświęca Pani czas codziennie czy traktuje to Pani jako zajęcie dodatkowe?

Zawsze powtarzam, że praca pisarza jest taka, jak każda inna. Trzeba wstać, zmobilizować się, przysiąść na czterech literach i odpalić komputer. I pisać. Pisać codziennie, po trochu, czasem dziesięć stron, czasem jedno zdanie. Ale pisać. Nie szukać wymówek, nie wmawiać sobie, że nie mamy weny. Mamy. Tylko czasem sami jej nie dopuszczamy do głosu, bo przecież wkoło czeka tyle ważnych zajęć. To nie jest tak, że pisarz cały dzień leży na kanapie i nagle w porywie wielkiego natchnienia chwyta za gęsie pióro, by zapisać swoje złote myśli. Te myśli nieustannie krążą po głowie, trzeba się tylko zmobilizować, by przelać je na papier.

  1. Czy pomysł na napisanie „Rosołu” powstał dzięki Pani pasji gotowania?

Nie, raczej dzięki obserwacji rzeczywistości, w której nadmiar kur domowych, stłamszonych i nieszczęśliwych, aż mnie przeraził. A że każda kura umie gotować, to tak właśnie powstał „rosół”.

  1. Na ile jest Pani podobna do bohaterek swojej powieści? Ma Pani w sobie coś z kury domowej?

Większość z nas ma. I to nie jest żaden powód do wstydu, bo zajmowanie się własnym kurnikiem powinno nas cieszyć i powinno sprawiać przyjemność. Gorzej, kiedy staje się to przykrym obowiązkiem, karą, koniecznością, czymś, co robimy wbrew sobie, bo kogut tak nam kazał. Jedna z bohaterek książki mówi, że w życiu najważniejsza jest równowaga wewnętrzna. Oto właśnie chodzi. Jednego dnia ugotuj rosół, drugiego – kup gotową pizzę, a sama poczytaj książkę. To jaką będziemy kurą – czy szczęśliwą i spełnioną czy też wiecznie stłamszoną – tak naprawdę w dużej mierze zależy od nas samych.


  1. Czy swoich bohaterów upodabnia Pani do znanych sobie osób, czy tworzy je od początku do końca?

Żaden z bohaterów moich książek nie jest stuprocentowym odbiciem jednej, konkretnej osoby w rzeczywistości. To zlepek różnych postaci, różnych osób, które spotkałam w życiu i w których dojrzałam coś, co mnie zastanowiło. Tak rodzi się pomysł na książkowego bohatera. W trakcie pisania dostaje on kolejne cechy, które niekoniecznie są cechami tylko jednej osoby. To bardziej taki patchworkowy stwór różnych osobowości.

  1. Czym rożni się „Rosół” od innych Pani książek, a w czym jest podobny?

Podobny jest zapewne styl pisania, który zawsze staram się doprawić odrobiną humoru, by dzięki temu jeszcze bardziej uwypuklić pewne cechy charakteru czy zachowania. Piszę trochę z przymrużeniem oka, w krzywym zwierciadle, bo sama tak odbieram rzeczywistość.

  1. Czy Pani książki mają być wyłącznie rozrywką, zabawnym opisem
rzeczywistości czy woli Pani by traktowano je jako poradniki i przewodniki?

Interpretacja moich książek zależy od czytelnika. Jeśli ktoś chce odbierać moje książki jak poradniki – bardzo proszę, jeśli ktoś widzi w nich tylko rozrywkę, też ma do tego prawo. Nieważne jest, kto co dla siebie znajdzie – byle znalazł i nie uznał moich książek za nudne.



  1. Ponieważ najbardziej przeżywałam losy Mary z „Rosołu” chciałabym zapytać, czy kiedyś spotkała Pani kobietę w takiej sytuacji?

Może nie była to aż tak ekstremalna sytuacja, ale poznałam kiedyś kobietę, która nie mogła się odezwać i nie mogła nic zrobić bez pozwolenia męża. Co gorsze – po paru latach uznała, że tak właśnie ma być i nie dostrzegała w swoim związku niczego złego. Kiedy ten mąż nagle zmarł, doszło do paradoksalnej sytuacji, bo jedyną osobą, której mogła się poradzić w sprawie pogrzebu, był... nieboszczyk.

  1. Ostatnie pytanie : czy pojawi się Pani na Targach Książki w Krakowie?

Tak. W piątek 23. października będę wraz z Magdą Witkiewicz i Lilką Fabisińską podpisywać nasz najnowszy zbiór świątecznych opowiadań „Siedem Życzeń”. Stoisko Wydawnictwa Filia, godzina 16.00.

W sobotę natomiast 24. października na stoisku ATENEUM o godzinie 14.00 będę podpisywać „Rosół z kury domowej”. I bardzo gorąco wszystkich zapraszam!!!




Za możliwość przeczytania książki, jej zrecenzowania oraz przeprowadzenia wywiadu z autorką dziękuję portalowi Polacy nie gęsi i Wydawnictwu Pascal.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz