Szukaj w tym blogu..

5 sierpnia 2016

144 (44)."Driven" K. Bromberg




144 (44)."Driven" K. Bromberg
Wydawnictwo Septem
374 strony, oprawa miękka
2014

"Anioł walczący z ciemnościami czy diabeł przebijający się do światła? Sama nie wiem. Niezależnie od odpowiedzi stoi tam niczym moje osobiste niebo i piekło i patrzy za mną, aż skręcam i znikam mu z oczu."
Jestem kobietą, lubię romanse i erotyki. Pokażcie mi taką, która nie przeczytała choćby jednego, nawet ze zwykłej ciekawości! Za mną lektury "klasyków" – Grey'a czy Crossa. Jednak po książkach pewnej polskiej autorki poprzeczka dla tego gatunku została podniesiona tak wysoko, że do tej pory nikt jej nie dorównał. Mowa oczywiście o K.N. Haner, która debiutowała w zeszłym roku powieścią  "Na szczycie" a niedawno miała premierę jej najnowsza powieść "Sny Morfeusza", która zdobyła wszelkie możliwe listy bestselllerów...
Nic dziwnego, że kolejne powieści erotyczne, po które sięgam wydają mi się wtórne i nijakie... Niestety takie też miałam odczucia przy lekturze "Driven". Historia złego chłopca, który może mieć każda kobietę na skinienie palcem ale w głębi skrywa bolesne sekrety z przeszłości oraz młodej ambitnej, zranionej kobiety, która nie wierzy w swoją wartość była dla mnie po prostu oklepana.

Rylee Thomas staje się wyzwaniem dla żigolaka, odmawiając randki, mimo seksualnego przyciągania od pierwszej chwili. Dziewczyna skupia się na pracy w fundacji opiekującej się osieroconymi chłopcami. Colton Donavan – gwiazda rajdów samochodowych, nie przyjmuje odmowy. Przeróżnymi podstępnymi zabiegami sprawia, że Rylee w końcu idzie z nim na randkę i ulega jego czarowi.

Ona cierpi po stracie narzeczonego, on nie uznaje związków innych niż polegające na seksie. Jednocześnie odpycha dziewczynę i powtarza jej, że nie może bez niej żyć. Pogmatwana historia w stylu "chciałbym, ale się boję, że Cię zranię". Czy nie kojarzy Wam się to z czymś? Na przykład z takim Szarym...?

To co mnie irytowało w książkach E.L. James zafundowała mi również K. Bromberg. Mowa o wewnętrznej bogini...
"Wiem, że moja wewnętrzna irracjonalna kobieta podniosła swoją głowę Meduzy, ale jest mi już wszystko jedno."
Powiedzcie, że nie tylko mnie to drażni. To irytujące, gdy bohaterka ciągle odwołuje się do wewnętrznej kobiety, bogini czy dziwki. No serio? Kolejną drażniącą manierą w książce była kursywa. Nadmiar kursywy. Wtrącenia kursywą w prawie każdym zdaniu, jak dla mnie używane bez potrzeby i umiaru. Naprawdę męczyło to mój wzrok i irytowało. Miałam wrażenie "napaćkania" w książce.

Ponieważ dostałam od Wydawnictwa całą serię "Driven" zapewne wkrótce je przeczytam. Być może kolejne tomy będą miały wyższy poziom. Jednak póki co będę niecierpliwie wypatrywać kolejnej powieści K.N.Haner!

2 komentarze:

  1. Jestem świeżo po lekturze Snów Morfeusza i jestem totalnie zaskoczona. NIe wiem jak autorka to robi, że odpycha i fascynuje jednocześnie. Czekam z niecierpliwością na Koszmary Morfeusza i już czuję ten dreszcz niepewności i ryzyka. Wracając do Diven- cieszę się na to ostrzeżenie! Na razie nie tykam. Może po lekturze recenzji kolejnych części to się zmieni... Na razie mówię NIE!
    Pozdrawiam :) i zapraszam na świeżutką opinię o Morfeuszu i Emigrantkę z Autodestrukcją Moniki Zajas :D

    OdpowiedzUsuń
  2. W ogóle nie skupiłam się na recenzji, tylko na tych komplementach dla mnie :D Dzięki Dorotka! <3

    OdpowiedzUsuń