Szukaj w tym blogu..

27 czerwca 2017

243 (57). "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood

243 (57). "Opowieść podręcznej" Margaret Atwood
Wydawnictwo Wielka Litera
368 stron, oprawa miękka
2017 (Oryginał 1986)


"Być może to wszystko nie dotyczy władzy. Może w gruncie rzeczy nie chodzi o to, kto ma kogo na własność, kto może komu co bezkarnie zrobić, włącznie z odebraniem życia. Może nawet nie chodzi o to, kto może siedzieć, a kto musi klęczeć, stać czy leżeć z rozłożonymi nogami. Może chodzi o to, kto może komu co zrobić i uzyskać przebaczenie. Nie mówcie mi, że w gruncie rzeczy to się sprowadza do tego samego."
Niedawno minęła rocznica urodzin George'a Orwella – wizjonera literatury, który w swoich książkach poruszał mocno społeczne i polityczne motywy, ostrzegając przed pułapkami posiadania i zezwalania na posiadanie zbyt wielkiej władzy. Jeśli do tej pory z dreszczami na plecach wspominacie lekturę "Roku 1984", sięgnijcie po "Opowieść Podręcznej", by poznać jego kobiecy odpowiednik.
Narratorką powieści jest kobieta, która w obecnie panującym systemie została sprowadzona do roli służącej, mająca bardzo określone zadanie – ma sprowadzić na świat jak najwięcej dzieci. Jest jedną z Podręcznych – kobiet, które są cenione tylko wyłącznie za swoją płodność i zdolność reprodukcyjną. Nie może się odzywać niepytana, nie wolno jej czytać ani zajmować się niczym poza codziennym wyjściem do sklepu. Każdy jej krok jest obserwowany przez Oczy – szpiegów i konfabulantów. Nikomu nie można zaufać, wszystko jest tylko fałszywym złudzeniem a ryzyko wypowiedzenia nieodpowiednich słów czy zrobienia niewłaściwego gestu grozi śmiercią.

Podręczne nie mają imion ani żadnych praw. Należą do Komendantów, którzy mają je zapłodnić i ich żon. które muszą znosić ten niekomfortowy układ. Jednak bohaterka "Opowieści Podręcznej" pamięta jeszcze czasy, kiedy nie musiała chodzić ubrana w długie czerwone suknie, zasłaniać twarzy i rozkładać co miesiąc nóg przed obcym mężczyzną. Pamięta, że miała męża i córkę. Pamięta wolność... Czy kiedykolwiek ją odzyska? Czy w świecie, w którym rządzą sztywne reguły i nie ma miejsca na żadne uczucia, można jeszcze kogoś pokochać? Czy warto trzymać się ostatniej nitki nadziei?


"A doszło do tego, kiedy zawiesili konstytucję. Powiedzieli, że to czasowe. Nawet nie było żadnych demonstracji. Ludzie siedzieli po domach i gapili się w telewizory, czekali na jakieś wskazówki. Nie było nawet żadnego konkretnego wroga, przeciw któremu można by się obrócić."
Powieść Margaret Atwood, mimo, że napisana trzydzieści lat temu, wciąż (podobnie jak książki Orwella) jest przerażająco prawdopodobna. Czy świat zdominowany przez mężczyzn, obalanie konstytucji, surowe kary za "inność" niczego Wam nie przypominają? Pewne symptomy, wyolbrzymione przez autorkę, widać już w dzisiejszych czasach. Oby nigdy nie sprawdził się scenariusz z tej trudnej emocjonalnie i przerażającej realizmem powieści.

Jedynym minusem tej książki, być może spowodowanym wznowionym wydaniem, był dla mnie natłok literówek. Szczególnie rozpraszające były zamiany słowa "nie" na "nic", które całkowicie zmieniały sens zdań i zmuszały do zatrzymania nad kilkoma fragmentami. Poza tym nie przeszkadzał mi ani lekko archaiczny język, ani nieco chaotyczna narracja. Wręcz przeciwnie – nadawały one powieści charakterystycznego wyrazu.
Książkę przeczytałam dzięki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz