Szukaj w tym blogu..

11 lipca 2017

Wywiad z Katarzyną Misiołek


Kasiu, wydałaś do tej pory pięć powieści obyczajowych, a łącznie siedem książek. Czy którąś z nich możesz nazwać swoim ukochanym dzieckiem?
Każdą moją książkę kocham. Każdej poświęciłam sporo czasu, a do tego dochodzą emocje związane z okładką i całe gama pięknych uczuć, kiedy pierwszy raz widzi się swoje „dziecko” na księgarskiej półce. Jestem z nich dumna i kocham je wszystkie, chociaż muszę przyznać, że szczególny sentyment mam do historii Magdy z „Ostatniego dnia roku” – ta książka chyba najmocniej zapadła mi w serce, może dlatego, że opowieść o poszukiwaniach zaginionej siostry jest tak poruszająca? W tym przypadku mamy do czynienia tylko i wyłącznie z literacką fikcją, ale przecież takie rzeczy dzieją się gdzieś wokół nas; praktycznie nie ma dnia bez próśb policji o pomoc w poszukiwaniach osób, które wyszły z domów i przepadły. Znaczna większość tych spraw zostaje szybko rozwiązana, ale są takie, które ciągną się latami... Nietrudno wyobrazić sobie koszmar rodziny, która przeżywa takie piekło niepewności i być może właśnie dlatego ta powieść budzi aż takie emocje. Poza tym to ona przyniosła mi spełnienie jednego z moim największych marzeń i została przetłumaczona na angielski (wczesną jesienią ukaże się na amerykańskim rynku), a ja nadal nie mogę uwierzyć, że to się dzieje naprawdę ;)

Stworzeni przez Ciebie bohaterowie nie są ideałami, popełniają błędy, pakują się w trudne sytuacje. Dlaczego takie postaci tworzysz?
Tworzę nieidealne postacie, ponieważ są najciekawsze. Pisząc, zaglądam w ich dusze i szukam odpowiedzi na dziesiątki pytań. Czemu postąpiły tak, czy inaczej? Co nimi kierowało? Czy mogły się zachować w zupełnie inny sposób? Moje powieści są powieściami obyczajowymi, ale staram się nadać im odrobinę psychologicznego tła. Postacie nieskomplikowane, zbyt proste, z mało zagmatwaną psychiką są dla mnie zwyczajnie nudne. Lubię wyciskać z Czytelników emocje, a tylko „zagmatwane” charaktery potrafią je wzbudzić.

Dorota z Twojej najnowszej powieści wiedzie szczęśliwe i poukładane życie, dopóki na jej progu nie staje przyjaciółka z dzieciństwa. Wraz z nią wracają bolesne wspomnienia i tajemnice, których nie chciała do tej pory ujawniać. Czy uważasz, że każdy coś ukrywa? Nie ma ludzi po prostu szczęśliwych?
Nie wiem, czy każdy coś ukrywa, ale jako ktoś tworzący historie lubię tak myśleć. Fajnie jest powoli, odsłona za odsłoną, pokazywać czyjeś prawdziwe oblicze. To rozbudza wyobraźnię. Lubię się czasem zastanawiać, co jakie sekrety ma spacerująca z dzieckiem dziewczyna? Ciężarna kobieta, którą widzę na ławce w parku? Smutna starsza pani w autobusie? A wracając do Twojego pytania - oczywiście, że istnieją szczęśliwi ludzie. Bardzo mnie to cieszy, jako człowieka, natomiast jako pisarka zupełnie nie jestem nimi zainteresowana ;) 
  
Relacja między Dorotą i Nataszą to przyjaźń czy uzależnienie?
Relacja Doroty z Nataszą jest w dużej mierze toksyczna – myślę, że tutaj możemy sięgnąć po takie „grube” słowo. Przyjaźniły się jako dzieci, obie wychowały się w dysfunkcyjnych rodzinach i przylgnęły do siebie wtedy, szukając ciepła i zrozumienia. Ale kiedy dorosły, wszystko zaczęło się gmatwać. Obie popełniły sporo błędów i sporo mają do ukrycia. Myślę, że Dorota w dużej mierze ma poczucie winy wobec przyjaciółki – jej się w życiu ułożyło, a Nataszy nie. Dlatego z taką otwartością przyjmuje ją pod swój dach, pomimo pewnych wątpliwości. Ale Natasza zbyt dużo o niej wie i nagle Dorota zdaje sobie sprawę, że popełniła błąd. Tyle, że nie ma już odwrotu… Natasza przeszła przez próg i zaczęła swoje gierki. Żadna z nich nie jest idealna, ale… Zresztą więcej nie zdradzę! ;)

Czy uważasz, że przeżycia z dzieciństwa, relacje z rodzicami i środowisko, w jakim się wychowujemy determinuje nasze dorosłe życie?
Nie wiem, czy przeżycia z dzieciństwa ostatecznie determinują nasze dorosłe życie, ale na pewno potrafią je zagmatwać. Ból duszy, niewidoczny dla oka, uwiera tak samo, jak bolący ząb. Ludzie wychowani w toksycznym środowisku rodzinnym mają problemy z poczuciem własnej wartości, całe życie czują się gorsi, niedocenieni, inni… Na pewno nie można generalizować. Są dzieci szanowanych profesorów, którym ptasiego mleka nie zabrakło, a jednak „schodzą na psy”, że się tak brzydko wyrażę i są dzieciaki z naprawdę patologicznych rodzin, którym udało się wyjść na prostą i zrobić ze swoim życiem coś wspaniałego. Myślę jednak, że pomimo odniesionego sukcesu, czy imponujących okoliczności zewnętrznych, dzieci, które doświadczyły w dzieciństwie przemocy zarówno fizycznej, jak i psychicznej, zawsze gdzieś w głębi duszy cierpią. I to jest bardzo smutne…

W której postaci jest Ciebie więcej – w Dorocie czy w Nataszy?
Myślę, że większość z nas ma w sobie coś i z Nataszy i z Doroty. Odrobinę;) Potrzeba kontrolowania drugiego człowieka, manipulacji, poczucia władzy. Zazdrość – jedno z najbardziej wdzięcznych do opisywania uczuć – która z nas nie czuła się czasem zazdrosna o koleżankę? Ale nie dzieje się tak w przypadku prawdziwej przyjaźni. Tego typu odczucia budzą się chyba wtedy, kiedy mamy do kogoś mieszane uczucia. Tam, gdzie podziw miesza się z niechęcią, gdzie w tle są dawne żale, urazy, niewybaczone słowa. I taka właśnie jest relacja Doroty z Nataszą – słodko – gorzka, trudna, pełna bolesnych wspomnień. A jeśli muszę odpowiedzieć na pytanie, czy mam więcej z Nataszy, czy z Doroty, mam w głowie pustkę… Pisząc tę książkę obu tym dziewczynom, kobietom już w zasadzie, bardzo współczułam. Budziły we mnie ciepłe uczucia, ponieważ życie dokopało im mocno i niesprawiedliwie. Jednak, prawdę mówiąc, z żadną z nich nie chciałabym się zaprzyjaźnić. Z Nataszą – wiadomo. Żmija. Dorota z kolei ma w sobie tę podejrzliwą zazdrość, której u koleżanek nie znoszę. Generalnie od takich „przyjaciółek” lepiej się trzymać z daleka… A ja, jak chyba większość kobiet, mam za sobą pewną niefajną relację z kimś, kto przyjaciółkę udawał, a wcale nią nie był… 
  
Czy Twoi bohaterowie sprawiają Ci problemy w trakcie pisania, czy potrafisz utrzymać ich w ryzach wymyślonej historii?
Staram się ich trzymać krótko i kierować na z góry przeze mnie wyznaczoną ścieżkę, ale bywa, że zaczynają wierzgać… Czasem jestem w środku książki, która miała się skończyć inaczej i zadaję sobie sprawę, że będzie wiarygodniej zakończyć ją w zupełnie inny sposób, bo tak będzie lepiej ze względu na rozwój pewnych postaci. Ale zazwyczaj są grzeczni, boją się mnie – wiadomo – zawsze mogę ich zabić ;)

Do tej pory w swoich książkach poruszałaś tematy problemów małżeńskich, zdrady, zaginięcia, czy porwania. Czy jest temat, który bardzo chciałabyś poruszyć w swojej książce?
Jest kilka tematów, które chciałabym poruszyć. Nie zdradzę ich teraz; kiedy dojrzeją i zamienią się w książki, na pewno się o tym dowiecie ;)

Czy często spotykasz się z opiniami, że Twoje powieści są zbyt ciężkie i dramatyczne?
Tak, zdarzają się opinie, że moje książki są zbyt trudne. Są rzadkie, jednak się zdarzają. Jedna z Czytelniczek wysłała mi kiedyś wiadomość, że jest nieco rozczarowana zakończeniem „Ironii losu”, bo spodziewała się, że Marzenę ktoś pokocha. Wyobrażacie sobie takie zakończenie? Po tym, co ta kobieta zrobiła mężowi i wielu innym osobom, miałby ją ktoś pokochać? I co jeszcze? Może spacer w kierunku zachodzącego słońca z przystankiem w jakiejś kawiarence pod jagódką? No wybaczcie, nie mój klimat ;) Oczywiście nie wykluczam, że Marzenę ktoś kiedyś pokocha. Pozbiera się, otrząśnie, spotka kogoś nowego. Jasne, wszystko jest możliwe. Tyle, że to już się może (a nie musi) stać gdzieś poza kartami mojej książki. Jeśli opowiadam historię trudną i ciężką, kończę ją w życiowy, bardzo realistyczny sposób. Powtarzałam to wiele razy i powiem jeszcze raz – przesłodzone, mdłe od lukru zakończenia, to nie moja bajka. Szczęściem po kilku latach od mojego debiutu większość moich Czytelniczek już wie, czego się po mnie spodziewać i kocha moje książki za ich prawdziwość. Jedna z pań napisała kiedyś na mojej stronie, że porzuciła ostatnio kilka autorek za przesłodzone happy endy właśnie. Znudziły ją, zaczęła szukać czegoś nowego, bardziej prawdziwego. Nie mówię, że babskie czytadła są złe. Jak mi ostatnio powiedziała pewna fajna Dziewczyna, czasem trzeba się „odmóżdżyć”. Mówię jedynie, że książki zbyt słodkie, infantylne i zbyt naiwnie optymistyczne to nie mój klimat. Różne są gusta i różni autorzy. Jeśli ktoś szuka czegoś, czego u mnie nie znajdzie, może sięgnąć po inne tytuły. Rynek pęka w szwach, każdy ma szansę znaleźć emocje, których akurat poszukuje.

Czy tworząc chcesz przekazać czytelnikom jakieś przesłanie? Czy raczej budujesz po prostu intrygującą historię bez konkretnego przekazu?
Generalnie staram się nie moralizować. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby książka wciągała i była „prawdziwa” w odbiorze. Wnioski z lektury każdy wyciąga na własną rękę

Czy zdarza Ci się trafiać na opinie o swoich książkach, których autorzy nie zrozumieli Twoich intencji? Jak reagujesz?
Zdarza się, szczęściem nieczęsto. Dawniej, na samym początku mojej pisarskiej drogi, bardzo mocno przeżywałam każdą niepochlebną opinię. Teraz, po kilku latach od debiutu, jestem znacznie bardziej zdystansowana. Ale, tak jak napisałam, takie opinie zdarzają się rzadko. Czytelnicy od początku bardzo ciepło przyjmowali każdą moją książkę, za co jestem niezmiernie wdzięczna! Cudownie się piszę wiedząc, że ktoś czeka i ktoś to doceni. Ostatnio, przedpremierowo, kupiło moją najnowszą powieść kilka zaprzyjaźnionych Czytelniczek i zrobiło mi się ciepło wokół serca. To miłe, kiedy efekty mojej pracy znajdują coraz szerszy oddźwięk ;) 

Gdybyś nie mogła już nigdy napisać książki, czym byś się zajęła?
Nie mam pojęcia, czym bym się zajęła, gdybym nie napisała już żadnej książki. Zależy od sytuacji. Gdybym dzisiaj wygrała w Lotto (hahaha, jakie to „realne”!), chciałabym zjechać Europę i może część Stanów. Odpocząć, uwolnić głowę od natłoku myśli, poleżeć na plaży. Ale chyba po jakimś czasie zatęskniłabym za wymyślaniem historii. Natomiast gdybym miała pracować w innej branży, chciałabym, żeby było to coś związane z turystyką. 

Jak wyglądają Twoje plany wydawnicze? Kiedy możemy się spodziewać kolejnych wciągających historii?
Plany wydawnicze mamy już częściowo skonkretyzowane – kończę właśnie powieść, która ma się ukazać w grudniu i tym razem będzie to historia trzech pokoleń kobiet szukających własnej drogi do szczęścia, ale spokojnie – to żadna przesłodzona saga, raczej książka o życiu w pięknej, świątecznej oprawie. Stąd wszystkie te lepione przez moje bohaterki uszka… A wcześniej, jesienią, w Stanach ukaże się „Ostatni dzień roku” na co też bardzo czekam!

Dorotko, bardzo Ci dziękuję za fantastyczne pytania i ciepłe słowa, które mi dziś napisałaś ;) Cieszę się, że moja najnowsza powieść przypadła Ci do gustu! Pozdrawiam, KM



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz