Szukaj w tym blogu..

30 września 2017

277 (91). "Księgarenka w Big Stone Gap" Wendy Welch

277 (91). "Księgarenka w Big Stone Gap" Wendy Welch
Wydawnictwo Black Publishing
301 stron, oprawa miękka
2014


"Potrzeba jest może matką wynalazku, ale desperacja to jego bardzo namolny alfons."
Sięgając po tę książkę, nie do końca wiedziałam czego się spodziewać. Wiedziałam, że jest to oparta na faktach, nieco autobiograficzna opowieść o małżeństwie, które postanowiło w małym amerykańskim miasteczku założyć księgarnię z używanymi książkami. Nie podejrzewałam, że dostanę historię pełną nie tylko autentycznych wydarzeń, ale także mnóstwa złotych myśli, ciepła i wzruszeń.

"My, Amerykanie, zawsze słyszymy: <<Podążaj za tym, co daje ci radość>>. Jasne, ale nie w ślepe uliczki."
Jack i Wendy od długiego czasu marzyli o porzuceniu wyścigu szczurów, znalezienia dla siebie kawałka spokojnej przestrzeni i stworzeniu miejsca, które pokocha każdy książkofil. Gdy nadarzyła się okazja w postaci bardzo taniego domu w Big Stone Gap, zaryzykowali i pomimo tego, że ich znajomi i nieznajomi znacząco stukali się po głowach, kupili go i własnym nakładem i pracą przemienili w "Opowieści Samotnej Sosny". Jack zbudował półki, na pierwszy księgozbiór poszły prywatne zbiory a brak doświadczenia Welchowie rekompensowali miłością do książek i ciepłym podejściem do każdego gościa.

"Witold, katolicki buddysta zen z Polski, który skończył studia w Hiszpanii [...]."
A goście trafiają się bardzo różni. Ja wyłapałam taki rodzimy "smaczek" ;) Autorka pokazuje w swojej książce prawdziwy kalejdoskop postaci, które przewijając się przez księgarnie pozostawiają w niej część swojej osobowości. Nie ma dwóch podobnych do siebie osób, każda poszukuje czegoś innego i z różnych powodów.  Prowadzenie księgarni to jedno, a zżywanie się z lokalną społecznością do druga warstwa tej historii.

"[...] miasteczko Big Stone Gap jest też szaleńczo, zdumiewająco piękne. W górskiej kotlinie surrealistyczne poranne mgły przeplatają się z ośnieżonymi stokami, letnimi kwiatami oraz przepychem jesiennych liści. Gap zachwyca we wszystkich porach roku."
Wendy Welch w swojej opowieści przygląda się z bliska, od wewnątrz, środowisku sprzedawców książek. Analizuje ich metody docierania do odbiorców, szuka odpowiedzi na pytanie: dlaczego księgarnie upadają? Porównuje malutkie lokale z sieciowymi molochami. Szuka wyjaśnienia popularności sprzedaży internetowej oraz ebooków. Z tej strony to książka wnosząca wiele interesującej wiedzy na temat rynku książki, szczególnie w USA. Dla tych, którym marzy się własny książkowy biznes, może być kopalnią pomysłów oraz źródłem ważnych przestróg.

"Mieszkańcy wiedzieli, że donikąd się nie wybieramy, a co ważniejsze zrozumieli, że nie chcemy z nimi walczyć."
"Księgarenka w Big Stone Gap" to także świetna psychologiczna analiza społeczeństwa niewielkiej, hermetycznej miejscowości. Dowiadujemy się jakimi paradoksami kierują się mieszkańcy, którzy kupują poza swoim miastem, bo uważają, że ich wyroby i sklepy są słabe a jednocześnie nie potrafią się przekonać do "obcych" na swoim podwórku. Księgarze starają się przekonać do siebie organizowaniem różnorodnych wydarzeń, angażowaniem w inicjatywy społeczne oraz otwartością na pomysły innych. Ich księgarnia jest równocześnie domem, w którym żyją, a klienci często stają się gośćmi także w ich życiu a z czasem nawet przyjaciółmi.

"Na tym polega podstawowa różnica między ceną a wartością: pierwszą wyraża się w dolarach, drugą w chwilach pamięci."
Ta książka jest po prostu kopalnią cudownych cytatów. Szczególnie dla osób kochających książki i żyjących w ich otoczeniu. Autorka z lekkością, bez moralizowania i narzucania swojej opinii, opowiada o swoich i męża perypetiach przy prowadzeniu księgarni. Napisana z humorem, wrażliwością i dbałością o styl i formę książka jest pozycją, do której można wracać wielokrotnie, czerpiąc z niej wciąż nowe inspiracje.

"Zazwyczaj wzloty i upadki ceny książki są prozaiczne i związane bardziej z czasem niż z uczuciami. Mimo to nigdy nie zapominamy, że książki to coś więcej niż tylko słowa na papierze. Wyznaczają one istotne momenty w naszej podróży przez życie."
Czytając nie tylko poznawałam bohaterkę, ale i zastanawiałam się nad własnymi doświadczeniami czytelniczymi i nie tylko. Pracowałam w księgarni, więc niejako znam także te jasne i ciemne strony tego miejsca. Jednak ja nie tworzyłam swojego miejsca pracy od podstaw, nie miałam wpływu na każdy jego aspekt, nie było ono tak integralną częścią mojego życia. Tutaj widać tętniące życie, dylematy i czasem nieoczywiste wybory. Przewagę "być" nad "mieć" z jednoczesną trwogą nad twardą finansową rzeczywistością.

"Aby prowadzić księgarnię z używanymi książkami, naprawdę musisz lubić ludzi, w przeciwnym razie możesz się na kogoś rzucić."
Ten cytat rozłożył mnie na łopatki swoją prawdziwością. Chociaż to nie tylko problem księgarzy ale każdej osoby, której praca wiąże się z kontaktem z klientami. Och ile razy ma się ochotę na kogoś nakrzyczeć czy wręcz wyrzucić za drzwi, a jednak trzeba zacisnąć zęby, policzyć do stu i głęboko odetchnąć. To prawda, jeśli kochacie książki, ale nie tolerujecie ludzi, nie macie czego szukać jako pracownik księgarni ;) 

"Sprzedaż używanych książek różni się od sprzedaży większości innych rzeczy."
To prawda, bo książki same w sobie nie są "normalnym" towarem, a w używanych dochodzi jeszcze ich historia... Antykwariusz sprzedaje nie zadrukowany papier, ale wspomnienia, marzenia i wzruszenia. Książka to przedmiot z duszą, która czeka na półce na swojego przyjaciela.

"Każdy, kto marzy o prowadzeniu księgarni, powinien odpowiedzieć sobie na kilka pytań: Czy potrafisz udźwignąć dwudziestokilogramowe pudło? Czy wiesz jak pachną kocie siki na papierze i czy umiesz się pozbyć tego zapachu? Czy stać cię na cierpliwość w rozwiązywaniu zagadek, zaczynających się od <<Szukam jednej książki...>>, a kończących się na: <<Ma i w tytule>>, albo: <<MA czerwoną okładkę, autor był żołnierzem, z nazwiskiem na S. A może na Z?>>"
W sieci krążą niezliczone memy i zdjęcia wystaw w księgarniach prezentujących tekst " nie pamiętam tytułu, ale okładka była czerwona" :D Kto tego nie doświadczył, nie zna życia. Księgarz musi być prawdziwym detektywem, a wujek Google czasem szeroko otwiera oczy po wpisaniu niektórych haseł do wyszukiwarki. Ta praca to prawdziwe wyzwanie. Fizyczne i psychiczne. Wbrew pozorom księgarzem nie może być mięczak, intelektualista, który zna dzieła Tołstoja w oryginale i nosi sweter z golfem. Tu trzeba być otwartym na każde, nawet najdziwniejsze gusta czytelnicze, trzeba wykazywać się empatią oraz dużą tolerancją.

"– Nie wiem, czy chcesz o tym słuchać – powiedziała – ale moje córki zbudowały z książek zamek dla lalek. Skonstruowały z książek mury, dach i schody wiodące do zamku. Na tyłach postawiły z książek garaż, gdzie księżniczka mogła zostawiać kucyka i sportowe auto."
Czytając niektóre fragmenty wracałam myślami do dzieciństwa i młodości spędzonej oczywiście w otoczeniu książek. Zastanawiałam się jak z nich korzystałam, jak traktowałam i czym dla mnie były. Zabawkami, przyjaciółmi, biletami do innego świata. Inspiracją do działania i natchnieniem do tworzenia. Towarzyszyły mi od zawsze i mam nadzieję, że tak zostanie.

"Kiedy rano schodzę zaparzyć kawę, znowu słyszę ten odgłos – ciche pulsowanie książek w księgarni, tętniących energią, czekających."
Miewacie też takie wrażenie? Że książki żyją, mówią do Was? Że autor napisał je specjalnie da Was? Ja pamiętam, że uwielbiałam wyprawy do biblioteki, gdzie każda książka szeptała mi swoją historię namawiając do sięgnięcia właśnie po nią... Czułam się jak bohater "Niedokończonej opowieści", który czytając dosłownie wchodził w krainę magii i wyobraźni. I teraz patrząc na moje półki z książkami czuję to mrowienie... 

"Prowadzenie księgarni jest jednym wielkim kłębem paradoksów. To radośnie absurdalne zajęcie, ale właśnie gdy myślisz, że umrzesz ze śmiechu, ktoś przychodzi z historią, która łamie ci serce."
 Wendy Welch w swojej książce opisuje nie tylko zabawne, ale czasem i tragiczne historie. Ludzie często pozbywają się książek po czyjejś śmierci, po rozwodzie czy innym ciężkim emocjonalnie wydarzeniu. Wtedy księgarz nie jest handlarzem, ale psychologiem i spowiednikiem. Jego zadaniem jest cierpliwe wysłuchanie opowieści, wsparcie gorącą herbatą i milczenie. Bo czasem nie ma słów, które mogłyby pocieszyć czy wytłumaczyć stratę. 

"Czy dacie wiarę, że nie zastanawiałam się, czemu piszę? Po prostu musiałam to zrobić. Jak w starym powiedzeniu o wspinaczkę na górę: ponieważ tam była."
Do powstania tej książki przyczyniło się wiele zbiegów okoliczności, za które jestem ogromnie wdzięczna. Tak samo jak tym, które pozwoliły mi po nią sięgnąć. Ten niepozorny wolumin z klimatyczną okładką zapewnił mi wiele chwil wzruszenia i radości. Odkryłam, że jest wiele osób myślących jak ja. Że pasja i miłość mogą zdziałać wiele i przeciwności są po to, żeby je pokonywać. Dlatego jestem szczęśliwa, że Wendy Welch wspięła się na swoją górę i pozwoliła mi poznać się bliżej.

"Ludzie czytają dla rozrywki, w celu zdobywania informacji, po to, by oderwać się myślami od codzienności, z obowiązku zawodowego i całej masy innych powodów."
Po "Księgarenkę w Big Stone Gap" też możecie sięgnąć z wielu powodów. Najważniejsze jest to, że z pewnością odkryjecie w niej coś dla siebie. Wielowarstwowość, przenikanie romantycznej i delikatnej literackiej strony z tą brutalnie rzeczywistą – niesamowite połączenie. Welch tak trafnie opisuje niektóre zjawiska, że po prostu nie da się zaprzeczyć. Z pewnością sprzyja temu wykształcenie i doświadczenie autorki, ale też jej doskonały zmysł obserwacyjny.

"Zakochiwanie się to zdradliwa sprawa. Zaczynasz czytać, potem podnosisz wzrok i widzisz, że pora kolacji minęła dwie godziny temu, w pokoju zapada mrok, pies wyje uparcie, bo go nie wypuściłaś na dwór, a mąż po powrocie z wycieczki dziwi się, czemu wyglądasz tak, jakbyś płakała."
Wiem, że w tej recenzji zarzuciłam Was cytatami, ale liczę, że nie zanudziłam. Po prostu tak wiele ciekawych i przejmujących słów dawno nie czytałam. Kto by się spodziewał, że książka oparta na faktach może być tak wzruszająca i bliska mojemu sercu?  Perypetie bohaterów wciągają, bawią i zmuszają do trzymania kciuków. Historie, które opisuje Welch sprawiają, że łza kręci się w oku na przemian z rozświetlającym twarz uśmiechem od ucha od ucha. To bardzo życiowa książka, która inspiruje mnie do działania i mam nadzieję, że i Wam pootwiera kilka okienek w sercach i umysłach.

"Księgarnię założyliśmy po to, by żyć na swój sposób; chcieliśmy własnoręcznie rozwiązywać nasze problemy, sami planować życie, nie wynajmować już przestrzeni pod swoją skórą."


5 komentarzy:

  1. Po zapoznaniu się z Twą recenzją, rozpoczęłam poszukiwania owej książki. I dziś rano zamówiłam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O Matko! Kocham takie książki! Chyba moja lista prezentów świątecznych będzie w tym roku dłuższa niż zazwyczaj :) Zapisałam tytuł :)

    OdpowiedzUsuń