Szukaj w tym blogu..

24 stycznia 2018

317 (11)."Dwanaście niedokończonych snów" Natasza Socha

317 (11)."Dwanaście niedokończonych snów" Natasza Socha
Wydawnictwo Pascal
304 strony, oprawa miękka
2017


"Słowa mijały się,podobnie jak ich kontekst. Jedno nie oczekiwało od drugiego współudziału, chciało po prostu wyrzucić z siebie kilka zdań, które dopasowywały się do kolacyjnej atmosfery,nie szarpiąc jej, nie burząc i nie wnosząc niczego nowego."
Jeśli szukacie w tej książce świątecznego cukru i lukru i zapachu pierniczków, omijajcie ją z daleka!! Ale jeśli pasuje Wam rubaszny humor i oniryczna, dwuznaczna opowieść o pewnej neurotyczce - sięgajcie śmiało ;) Momo to artystka, która z przedmiotów użytkowych tworzy sztukę: naszyjniki z łyżek, zegary z kół od roweru, fotele z oparciami ze starych płyt. Te rzeczy są szalone i nietuzinkowe, natomiast ich autorka unika szaleństwa za wszelką cenę. W jej otoczeniu istnieją tylko dwie barwy - czerń i biel a szara kratka to zbyt ekstrawagancki wzór. Żywi się jogurtem naturalnym i kaszą, niczego nie soli i nie słodzi. Jest nijaka. Boi się tłumów, podróży i wszelkich zmian.Ale pewnego dnia, a właściwie nocy, zaczyna śnić. Uparte wizje coś w niej drażnią i nie chcą odejść, póki nie wypełni zawartych w nich poleceń. A one wiodą w świat, od którego Momo dawno temu się odcięła...

"- Szczoteczka to symbol. Kiedy tam ją zostawi, zacznie też bekać i puszczać bąki. I zakończy grę wstępną, ograniczając ją do zrzucenia kołdry na ziemię. Faceci są mniej skomplikowani od jamochłonów. I przewidywalni jak wróżbita Maciej."
 Gdyby z powieści zdjąć tę magiczno-świąteczną otoczkę, zostałaby równie ciekawa historia o dziewczynie, która traumę z dzieciństwa upchnęła w podświadomości i stworzyła swój nijaki czarno-biały świat, by ponownie się nie zawieść. Ucieczka od uczuć to ucieczka od cierpienia, ale także od szczęścia i miłości. Dlatego los, a może podświadomość, zaczyna jej zsyłać sny-wskazówki, dzięki którym Momo pomału wychodzi ze swojej skorupy, zadziwiając tym matkę i ciotkę. Socha po raz kolejny pisze o kobietach, o rodzinnych relacjach między nimi. O tym, że to one tak naprawdę są tą silniejszą płcią, dźwigającą na barkach cały ciężar odpowiedzialności i one cierpią najmocniej, chociaż w milczeniu, gdy mężczyzna niczym niebieski ptak wyfruwa z uwitego przez nie gniazda... 

"Dwanaście niedokończonych snów" nie jest tak romantyczną i wzruszającą historią jak "Biuro przesyłek niedoręczonych", chociaż wątek miłosny i tutaj się pojawia. Jednak tym razem większy nacisk autorka dała na pokazanie przemiany głównej bohaterki, jej oswobadzania się z samej sobie narzuconych ograniczeń. Sny przez wielu psychologów są traktowane jako uzewnętrznienie skrywanych potrzeb i pragnień, dlatego i w przypadku Momo odgrywają kluczową rolę. A że do sprawy miesza się nieco znana z "Biura.." okutana w barwne chusty i szale staruszka Mila, to zyskujemy nieco magiczną opowieść, w której dobra wróżka zamiast wyprawiać Kopciuszka na bal, podaje mu pachnącą jagodami kawę...

"[...]na pytanie, czy miałaby ochotę się gdzieś z nim jeszcze wybrać, odparła stanowczo:- Owszem. Na prastarą terapię jajem oraz konchowanie uszu."
 Opisując tę książkę nie można pominąć pewnej charakterystycznej i charakternej osoby, czyli ciotki Rebeki. Nauczycielka historii, która nie lubi dzieci, facetów ma na jedną, najwyżej kilka nocy i klnie lepiej niż niejeden szewc to po prostu petarda! Przy nijakiej Momo i jej stabilnej, pracującej w zakładzie pogrzebowym matce, ciotka Rebeka to wulkan. Jest niepokorna, niepowstrzymana i szczera do bólu. Zupełne przeciwieństwo głównej bohaterki. To taka babka, z którą z chęcią poszłabym na drinka do klubu ;) Jestem ciekawa czy Natasza Socha umieści ją jeszcze w jednej ze swoich opowieści, bo zdecydowanie dodaje ona ognia książce.

Mimo, że sięgnęłam po świąteczną historię pod koniec stycznia, nie żałuję. Nie zostałam zasypana słodko pierdzącymi aniołkami i ich lukrowanymi pierniczkami. Dostałam kawał fajnej, psychologicznej powieści z rubasznym, momentami czarnym humorem i nutką wzruszenia. Nie za wielką, ale w sam raz. Ot tak, żeby ta gwiazdka na niebie rozbłysła a Wigilia nie sprowadzała się tylko do kolęd i prezentów. Bo najważniejsi w tym wszystkim są ludzie, rodzina i bliscy.

1 komentarz:

  1. Miło wspominam tę historię - może nie wywarła na mnie piorunującego wrażenia, ale idealnie nadaje się właśnie na taki okołoświąteczny czas. :)

    OdpowiedzUsuń